Przejdź do głównej zawartości

#1

Wróć do mnie. Wróć do mnie nadziejo. Wróć do mnie chęci do życia. Wróćcie do mnie marzenia. Łuki Ty też do mnie wróć.

Wpadłam w taką depresje, że nie wiem jak już żyć. Tydzień i dzień temu mnie zostawiłeś. Żeby mnie nie krzywdzić więcej. Ale ja Ciebie potrzebuję. Bardziej niż myślisz. Boję się że mnie nienawidzisz, tak jak ja sama siebie nienawidzę. Chciałabym Ci pomóc, a Ty to odrzucasz pomoc. Zaskakujesz i przerażasz mnie swoim zachowaniem. Chciałabym żebyś był taki jak dawniej. Przecież dalibyśmy RAZEM radę. Od tego się ma drugą osobę żeby się wspierać. Czekam na jakikolwiek znak od Ciebie i boję się, bardzo się boję, że on nie nadejdzie nigdy. Albo, że nie dam rady go doczekać.
Nie wiem jak żyć mam teraz, Jest mi tak ciężko. Zostawili mnie wszyscy. Wiedziałeś o tym. I dołączyłeś do tego grona. I nie mów, że jesteś nadal. Bo przecież nie odbierzesz telefonu ode mnie. Nie zadzwonisz sam. 
Zrobiłam wiele błędów, obydwoje popełniliśmy. Ale nie przestaje się kochać, tylko dlatego że ktoś w życiu coś spieprzył. Nie wiem czy kiedykolwiek to do Ciebie dotrze, ale... Nie mam nawet z kim porozmawiać. Więc siedze i wylewam to na laptopa, choć i tak pewnie nikt tego nie przeczyta. 
Chciałam Ci także jakoś pomóc z Twoim problemem. Myślałam że naprawdę teraz chcesz go zwalczyć. Ale obserwując Twoje zachowanie nie jestem pewna. Problemy Cię przytłoczyły i wpadasz tylko głębiej w uzależnienie. Tak się przynajmniej wydaje. 
Gdy jeszcze jakoś się trzymaliśmy myślałam że uda mi się Ciebie namówić, żeby pójść razem na terapię. Bo pojedynczo obydwoje się boimy. A tak udałoby się zwalczyć problemy te nasze wspólne i pojedyncze na raz. No cóż. Teraz powinnam sama iść do lekarza. Tak źle jeszcze ze mną nie było. Mam myśli samobójcze. Zastanawiałam się czy ulgę w bólu mi przyniesie zranienie samej siebie. Nadal jeszcze mam takie myśli. Chciałam się spić do nieprzytomności. Ale się rozchorowałam i nie mogłam korzystać z uroków alkoholu, bo brałam leki. Nigdy nie byłam pijana. Może wtedy przestaje boleć?
I pewnie masz mnie totalnie dość, za te dwie akcje. Cóż... Tej pierwszej nie kontrolowałam... Straciłam panowanie nad sobą jak zobaczyłam przed sobą Twój samochód. Wiedziałam gdzie jedziesz. Druga... zrobiłam to specjalnie. Te rzeczy mnie wkurwiały. Doprowadzały do białej gorączki. Musiałam się ich pozbyć. Chciałam Cię zobaczyć. Chciałam żebyś mnie przytulił. Chciałam... się pożegnać na swój sposób, na wypadek gdybyś nigdy już nie chciał do mnie wrócić. Gdybyś tak jak wszyscy zostawił mnie na zawsze. Bo przecież jestem gorsza od innych. Od innych dziewczyn także, choć nigdy nie skrzywdziłabym Cię.
To były najgorsze święta w moim życiu. I ten tydzień również był najgorszym tygodniem w moim życiu. Przez tydzień nie jadłam praktycznie nic. Nawet nie piłam, bo nie byłam w stanie. Na świątecznym śniadaniu przez godzine nie mogłam zjeść jednego jajka. W nocy nie mogłam spać... A gdy spałam miałam tylko koszmary. Więc nie spałam, nie jadłam, nie piłam. Jedyne do czego byłam zdolna to płacz. To już 10 dzień gdy płaczę. Codziennie. Codziennie mam spuchnięte oczy.
Przyjazd do Ciebie pozwolił mi się wyciszyć. Przestały mną szarpać nerwy. Uspokoiłam się. Dziś jest pierwszy dzień gdy odetchnęłam. Choć też nie do końca, zaskoczyłeś mnie tym facebookiem. Tam Ci jest najłatwiej, tam się kompletnie nie kontrolujesz. Obydwoje o tym wiemy. Ale Twój wybór. Jesteś wolny. Tak jak i ja.
Najbardziej na świecie marzę byś się ocknął. Napisał. Chciał się spotkać. Zacząć od nowa. Marzę o tym w każdej chwili. Zastanawiam się co robisz. Chciałabym żebyś mnie przytulił i po prostu był bo jest mi tak bardzo trudno. Ale Cię nie ma... I nie planujesz na razie być... 
Nie chce, nie umiem żyć bez Ciebie.... Nie chce. Przytul mnie i przebacz. Nie chce nikogo innego niż Ciebie. Ciebie kocham najbardziej na świecie. Nie chce byś był już tylko wspomnieniem. Ale jeśli Ty dzięki temu będziesz szczęśliwy... To nie proszę o nic. Twoje szczęście jest dla mnie ważniejsze niż moje własne. 
Dziś pierwszy raz zjadłam śniadanie w całości. Zjadłam też kilka kawałków ciasta, i część obiadu. To na prawdę dużo w porównaniu z ostatnim tygodniem. Dlatego przyjechałam. Żeby pożegnać się na swój sposób jakbyś nie planował wrócić. Żeby móc zacząć jeść. Móc zacząć żyć, choć żyć mi się nie chce. I co noc modle się by się już więcej nie obudzić. Bo wiem, że nie obudzę się u Twojego boku. Być może nigdy więcej.
Chcę Ci pomóc. Chcę Ci pomagać cały czas. Być dla Ciebie. Wspierać. Wystarczy że sam po to sięgniesz a dostaniesz. Nie musisz prosić. Wystarczy że przestaniesz odrzucać.
Chcę pójść do terapeuty. Ale się boję. Boję się, że powie, że powinnam się odciąć od Ciebie. Ale ja nie chcę tego. Ja chcę żebyś był w moim życiu. 
Nie rozumiem dlaczego wszystko to mnie spotyka. Nie rozumiem czym sobie na to zasłużyłam. Tak bardzo się starałam....
Może to będzie forma mojej własnej terapii... Dla siebie. 
~ Karolina

Komentarze